Poranki w Dubaju...
- tomaszwojkowski
- 2 kwi 2017
- 2 minut(y) czytania

Uwielbiam poranki w Dubaju, a każda chwila spędzona na zewnątrz, kiedy wszystko budzi się do życia, jest po prostu bezcenna.
Czasami można by się złościć, że za oknem tak po 05:30 zaczyna się “orkiestra dęta” ptaków, które budzą się w swoich gniazdach tuż za oknami i zaczynają gaworzyć przemieszczając się z palmy na palmę.
Mimo wszystko, nie ma nic przyjemniejszego. Cisza dookoła i te radosne śpiewy obwieszczające, że budzi się kolejny dzień. Słoneczny, pogodny, wesoły, optymistyczny, radosny… takie są tutaj poranki. Aż chce się wstawać, parzyć kawę i usiąść na kanapie na tarasie, żeby cieszyć oczy.
Takie niby proste sytuacje, które dają tak wiele. Chyba najbardziej bezcenne jest to muskanie naszego ciała przez ciepłe powietrze, które dla wielu z nas jest oznaką wakacji, urlopu i relaksu. Z takiego punktu widzenia, tutaj praktycznie codziennie są wakacje i ogromna frajda z tego, że mogę budzić się mając za oknem niekończące się słońce, palmy i właśnie te ptaki, które w moim przypadku sprawiają tyle radości budząc o poranku.
Taki jest dubajski poranek. Bardziej leniwy niż warszawski, albo taki sam jak warszawski w lipcu lub sierpniu pod warunkiem, że za oknami nie leje deszcz, a świeci słońce, a jak wiemy różnie z tym bywa.

Wszyscy są leniwi o takim poranku. Leniwy jest pies, który zmienia tylko miejsce i przewraca się z boku na bok ucinając sobie kolejną drzemkę, to na tarasie, to na kanapie, to znów przeskakując na kolejną kanapę na tarasie, tylko i wyłącznie po to, żeby wydobyć z siebie westchnienie radości (dosłownie tak to brzmi) i położyć się z maślanymi oczyma na kanapie na świeżym powietrzu.

Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi, ale kawa tutaj też smakuje inaczej. Można się zacząć zastanawiać, czy o poranku? Czy w ogóle?
W ogóle! Wszystko smakuje inaczej i wszystko funkcjonuje inaczej dzięki temu ważnemu elementowi całej mojej szczęśliwości w tym miejscu (generalizuję, ponieważ tych elementów jest sporo więcej), jeżeli tak w ogóle można składnie i sensownie napisać!

Słońce! Można twierdzić, że jesteśmy szczęśliwi tam, gdzie jesteśmy, gdzie mamy bliskich, rodzinę, przyjaciół, ale uwierzcie mi, że mając to wszystko i dorzucając do tego CODZIENNIE dużą ilość słońca, jest się jeszcze szczęśliwszym.
Zamieniając polską pogodę na tutejsze lokalne temperatury jestem w 100% przekonany, że ta nasza polska “nieszczęśliwość” i frustracja przeszłaby do lamusa, albo co najmniej została by ograniczona do minimum. Pod warunkiem, że odwrócimy w Polsce wszystko i zamienimy liczbę zimnych, deszczowych dni na słoneczne.
Endorfiny to jest jednak lek na całe “zło” i niestety żyjąc w Polsce mamy ich zbyt mało. Tutaj praktycznie 11 z 12 miesięcy w roku jest słonecznych.
Teraz wiem jedno, że obok tych wszystkich ważnych w naszym życiu materialnych kwestii, bez których po prostu nie da się funkcjonować, na mojej liście benefitów, bez których nie mógłbym funkcjonować jest po prostu słońce!
Nigdy w życiu niczego nie wygrałem, ale bycie tutaj to tak, jak bym wygrał w Toto Lotka 1 mln $ albo €. Tyle, albo i więcej warta jest radość, zadowolenie i uśmiech z tego prostego powodu! Słońce to mój nowy kumpel, przyjaciel, kompan i lekarstwo na całe zło!

Komentarze